Ludwig wśród samobójców cz. 3

Po zakończeniu wojny Wittgenstein – jako jeden ze spadkobierców wielkiej fortuny – postanowił uczynić coś nietypowego, mianowicie pozbyć się wszystkich swoich pieniędzy.

Często zamożni ludzie mają tendencje do oddawania swoich majątków ludziom biednym. Inaczej było z Ludwigiem. Szczerze uważał, że pieniądze szczęścia nie dają. Jeżeli faktycznie pieniądze szczęścia nie dają, to dlaczego miał rozdać je biednym? Sprawiłby tylko, że będą jeszcze bardziej nieszczęśliwi, a tego przecież nie chciał. Doszedł do wniosku, że swoje pieniądze rozda siostrom, ponieważ te są już tak bogate (a przez to nieszczęśliwe), że nic im nie zaszkodzi. Co ciekawe, Wittgenstein postanowił również, że nie będzie akceptował żadnej pomocy finansowej od swojej rodziny – trzymał się swojego postanowienia aż do końca życia.

Jak wiemy z części II, Wittgenstein podczas niewoli na froncie włoskim postanowił zostać nauczycielem wiejskim. Musiał jednak wpierw otrzymać jakieś uprawnienia nauczycielskie, dlatego przez rok uczył się w kolegium nauczycielskim w Wiedniu. W 1919 r. trwały zabiegi o to, by opublikować Traktat Logiczno-Filozoficzny. Wittgenstein już wcześniej zadbał o to, by po jednym egzemplarzu Traktatu otrzymali Betrand Russell, Gottlob Frege oraz architekt Paul Engelmann. Z publikacją Traktatu był niemały problem, ze względu na jego nietypową formę. Składa się on z kilkuset odpowiednio ponumerowanych tez, dlatego większość wydawców ja odrzucała. Uznano, że w takim razie, aby zachęcić wydawców do wydania, do Traktatu Russell powinien napisać wstęp. Russell spotkał się z Wittgensteinem zimą 1919 r. w Hadze, gdzie dyskutowali tezy tego dzieła. Pod ich wpływem Russell napisał pożądany wstęp, co od razu wpłynęło na pozytywne odpowiedzi od wydawców; Russell był wszak powszechnie szanowanym i znanym na całym świecie filozofem. Niestety, gdy Ludwig zobaczył wstęp Russella, nie zgodził się na publikację Traktatu i zażądał wycofania wstępu. Jak się można domyślić, wraz z pozbyciem się wstępu, Wittgenstein pozbył się wydawców. W końcu Ludwig całą sprawę oddał w ręce Russella – kazał mu szukać kogoś, kto wyda Traktat, ale bez wstępu samego Bertranda.

W 1920 r. Wittgenstein ukończył kolegium nauczycielskie i zaczął karierę nauczyciela wiejskiego w małej miejscowości położonej ok. 70 km na południe od Wiednia. Ludwig miał wielki zapał do pracy, ale i na tym polu dały o sobie znać jego dziwactwa; uznał, że chce przede wszystkim zmieniać „dusze” uczniów, żeby byli lepszymi ludźmi. W jaki sposób miał sprawić, żeby wiejskie dzieci stały się lepsze? Otóż zaczął je nauczać abstrakcyjnej algebry na poziomie uniwersyteckim. Niestety większość dzieci nie chciała się jej uczyć, zresztą duża część z nich w ogóle z nią sobie nie radziła. W konsekwencji Ludwig stosował surowe kary cielesne wobec swoich uczniów. Ci, którzy jakoś sobie radzili z zadaniami stawianymi im przez Wittgensteina, wcale nie mieli lepiej: ich zapalony nauczyciel kazał im zostawać po lekcjach i odrabiać zadania.

Dla Ludwiga nie był to dobry czas. Popadł w konflikt ze środowiskiem nauczycielskim, w którym się obracał, również rodzice dzieci narzekali na jego praktyki – zwłaszcza na przetrzymywanie ich pociech po lekcjach. Nadal miał problem z wydaniem Traktatu Logiczno-Filozoficznego, który ukazał się równocześnie po niemiecku i po angielsku dopiero w 1922 r.

Traktat od razu po wydaniu okazał się filozoficzną sensacją, przede wszystkim w Cambridge i w Wiedniu, gdzie w tamtym czasie powstawało Koło Wiedeńskie (tzw. pozytywiści logiczni). Członkowie Koła Wiedeńskiego uznali Wittgensteina za geniusza i próbowali nawiązać z nim jakiś kontakt.

Kariera nauczyciela wiejskiego zakończyła się w 1926 r. Do tego czasu Wittgenstein zmienił wiele szkół właśnie ze względu na konflikty i problemy, w jakie popadał. Równocześnie odmawiał powrotu do filozofii (pamiętajmy, że konsekwencją uznania tez Traktatu jest właśnie milczenie na tematy filozoficzne) do Cambridge. Mimo to w 1923 r. nawiązał kontakt z Ramseyem (tłumaczem Traktatu na język angielski), który w końcu przyjechał do jednej ze szkół, w których Wittgenstein pracował. Ramsey w swoich wspomnieniach mówił, że bardzo mocno uderzyła go jedna rzecz: niezwykle skromne warunki, w jakich mieszkał Ludwig. Mieszkał w kilkumetrowym pokoju, w którym znajdowało się łóżko, stół, krzesło i miednica. To było całe wyposażenie Wittgensteina. Jego pożywienie również było dość skromne, bowiem głównie spożywał chleb z masłem.

Warto jednak wspomnieć o przyczynie końca kariery nauczyciela wiejskiego. Otóż w 1926 r. Wittgenstein dość mocno pobił jednego ze swoich uczniów. Na tyle mocno, że dziecko straciło przytomność. Opiekun dziecka wniósł skargę przeciwko Ludwigowi, z powodu której ten podał się do dymisji. Co ciekawe, sprawa została umorzona, ponieważ nie była ona żadnym wyjątkiem; wtedy kary cielesne były na porządku dziennym. Jednak mimo oczyszczenia z zarzutów, Wittgensteina dręczyło sumienie i postanowił skończyć z nauczaniem wiejskich dzieci.

Nie mając z czego żyć, a równocześnie nie chcąc wrócić do filozofii, Wittgenstein dołączył do pewnego klasztoru, gdzie zamieszkał w szopie na narzędzia i rozpoczął pracę jako ogrodnik. Po paru miesiącach pobytu – podczas których przeor namawiał Wittgensteina do opuszczenia przybytku – Ludwig wrócił do Wiednia. Akurat wtedy jedna z jego sióstr postanowiła wybudować sobie nowy dom, więc Wittgenstein do tej pracy od razu zaoferował siebie i Paula Engelmanna. Należy pamiętać, że to Engelmann był architektem-zawodowcem, podczas Ludwig – zwykłym amatorem. Nie powinno nas więc dziwić, że obowiązki nie były rozdzielone po równo. Ludwig projektował głównie kaloryfery. Co ciekawe, oprócz tego wymyślił specjalną klamkę, która później przeszła do historii designu. Praca nad domem siostry trwała do 1928 r.

Przez ten czas Wittgenstein zaczął spotykać się z przedstawicielami Koła Wiedeńskiego, m.in. Moritzem Schlickiem, Friedrichem Waismannem i Rudolfem Carnapem. Żona Schlicka wspominała, że spotkaniom jej męża z Wittgensteinem towarzyszyła wręcz religijna ekstaza. Jednak pozytywiści logiczni nie dyskutowali z Ludwigiem – słuchali po prostu jego tez i robili notatki, bojąc się mu przerwać.

W pewnym momencie Wittgenstein poszedł wraz z Waismannem na wykład jednego ze znanych intuicjonistów  w matematyce. Wykład ten poruszył go na tyle, że w styczniu 1929 r. wrócił do Cambridge. Problem polegał na tym, że Wittgenstein nie miał żadnego wykształcenia filozoficznego, dlatego formalnie nie mógł niczego wykładać – a musiał z czegoś żyć. Przez pierwsze miesiące 1929 r. Wittgenstein był zwykłym studentem, który pisał pracę pod kierunkiem Ramseya – tego samego, który tłumaczył Traktat Logiczno-Filozoficzny na angielski!

Taka sytuacja nie mogła się jednak długo ciągnąć. Ludwig nie miał żadnych pieniędzy, a cały czas konsekwentnie odmawiał pomocy finansowej od rodziny. Nie mógł również liczyć na żadne stypendium czy zapomogi od uniwersytetu – w końcu pochodził z jednej z najbogatszych rodzin w Europie. W końcu uznano, że najlepiej będzie, jeśli Ludwig otrzyma automatycznie doktorat za swój Traktat. Powołano specjalną komisję, która składała się z dwóch przyjaciół Wittgensteina: Bernarda Russella i Georga Moore’a. Podobno cała obrona doktoratu wyglądała w taki sposób, że Moore i Russell próbowali zadawać Wittgensteinowi różne pytania, np. próbując poddać Traktat krytyce. Ludwig, jak to w swoim zwyczaju, znów zachował się bardzo nietypowo. Gdy Russell i Moore skończyli zadawać pytania, przyszły doktor filozofii wstał, poklepał ich po ramieniu i stwierdził, że i tak nie rozumieją ani jednej tezy z jego książki. I wyszedł. Absurdalność całej sytuacji podkreśliły recenzje, które mówiły, że dzieło pana Ludwiga Wittgensteina spełnia wszelkie wymogi, by mógł zostać doktorem.

To bardzo pomogło Wittgensteinowi. Od razu dostał stypendium roczne, potem, w 1930 r. uzyskał 5-letnie fellowship oraz możliwość mieszkania i wyżywienia w kolegium. Prowadził różne kursy filozofii, jednak jego zajęcia miały dość specyficzny charakter. Przede wszystkim należy zacząć od tego, że jego zajęcia nie były prowadzone w przeznaczonych do tego salach. To studenci przychodzili do pomieszczeń, w których Ludwig zamieszkiwał (przez pierwsze trzy lata na jego zajęcia uczęszczał Moore). Słuchacze wykładów Wittgensteina zauważyli, że w pomieszeniach, w których mieszkał, nie ma praktycznie żadnych książek filozoficznych, jest za to cała masa kryminałów i magazynów detektywistycznych.

W tym czasie zaczęły się zmieniać poglądy filozoficzne Wittgensteina. Postanowił on dyktować swoje myśli pewnej wybranej grupie studentów, co w 1933 r. zaowocowało tzw. Niebieskim Zeszytem. Rok później powstał inny ważny tekst – Brązowy Zeszyt. Już wtedy Wittgenstein całkowicie zerwał ze swoją wczesną filozofią.

W 1935 r. Wittgenstein postanowił osiedlić się w Związku Sowieckim. Pociągała go wyimaginowana nowa forma religijności, jaką dostrzegał w Sowietach. Jednak zanim to zrobił, udał się tam na „zwiady”, by sprawdzić, jak Rosja naprawdę wygląda. Popłynął do Leningradu, skąd pojechał pociągiem do Moskwy. Tam zaczął szukać pracy, ale niestety cały czas proponowano mu stanowiska wykładowców na uniwersytetów, czego Ludwig wcale nie chciał. Zależało mu na pracy w roli robotnika. Po dwóch tygodniach jeden oficer KGB wyjaśnił Ludwigowi, że nie ma na co liczyć w Rosji – robotników jest pod dostatkiem, dlatego nie zaproponują mu takiej pracy.

Wittgenstein oczywiście zorientował się, czym jest Rosja Sowiecka oraz jak wygląda tam życie. Na każdym kroku trzeba było kombinować, żeby móc żyć – jedyne, co chwalił to edukację.

Powrócił do Cambridge, jednak coraz bardziej miał dość wykładania i środowiska akademickiego, które „przyprawiało go o mdłości”. Od w 1936 do 1938 r. przebywał w Norwegii, Wiedniu i u różnych przyjaciół. Podczas kilkumiesięcznego pobytu w Norwegii w 1936 r. powstało pierwsze 188 uwag z „Dociekań filozoficznych” – największego dzieła tzw. późnego Wittgensteina. Rok później powstał kolejny ważny tekst, czyli „Uwagi u podstawach matematyki”, opublikowane po jego śmierci.

W 1938 r., gdy Niemcy dokonali zaanektowania Austrii, siostry Wittgensteina znalazły się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Zgodnie z prawem III Rzeszy rodzina Wittgensteinów została zakwalifikowana jako rodzina żydowska, dlatego żaden z jej członków nie mógł czuć się bezpiecznie. Ażeby pomóc swoim siostrom, Wittgenstein musiał zdobyć obywatelstwo brytyjskie – inaczej nie dostałby się do antysemickiej III Rzeszy. Obywatelstwo zostało mu szybko przyznane, dzięki czemu mógł podróżować po całej Europie. Podjął negocjacje z III Rzeszą na temat bezpieczeństwa swych sióstr – zakończone sukcesem; Wittgensteinowie przelali znaczną część pieniędzy do banku III Rzeszy, w zamian za co naziści zobowiązali się do nietykania rodziny Wittgensteinów. W 1939 r. Moore przeszedł na emeryturę, dzięki czemu zwolniła się posada profesora filozofii w Cambridge. Objął ją Ludwig.

Po II Wojnie Światowej Wittgensteina przytłaczała myśl, że ludzkość idzie w złą stronę. W 1947 r. Wittgenstein ostatecznie zrezygnował z profesury. Ostatnie cztery lata swojego życia spędził częściowo Norwegii, częściowo  w USA (gdzie przebywał u swojego ucznia Malcolma). Pobyt w Ameryce nakłonił go do pisania notatek związanych z filozofią Moore’a (chwaloną przez Malcolma), co zaowocowało pośmiertnie wydaną książką „O pewności”.

W 1949 r. okazało się, że Wittgenstein ma nowotwór. W pewnym momencie przestał się leczyć, jego stan się pogorszył, wkrótce trafił do szpitala. Jednak nie chciał tam umrzeć, dlatego poprosił swojego lekarza, by ten zabrał go do siebie do domu. Tam też spędził ostatnie chwile swojego życia.  Chciał zawiadomić swoich przyjaciół. Jednak ich podróż trwała za długo, z czego Ludwig zdawał sobie sprawę, dlatego poprosił swojego lekarza, by przekazał im jedynie: „Miałem szczęśliwe życie”. Po czym umarł.

 

Tomasz Męcki

 

Ludwig_Wittgenstein,_Pencil_on_board2

 

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *