Polskie vlogi podróżnicze czyli jak Polacy kochają odmienne kultury

Niektórzy bardzo chcą wierzyć w to, że mieszkańcy Polski posiadają „wyjątkowy” zespół określonych negatywnych cech w stosunku do innych krajów, kultur lub grup etnicznych. Ja natomiast formułuję hipotezę, że to właśnie tak krótko istniejąca monoetniczność i monokulturowość napędza w nas ciekawość świata.

Od pewnego czasu śledzę filmy polskich podróżników umieszczane w serwisie YouTube i jestem pod coraz większym wrażeniem pasji, która w tych ludziach jest. Polacy są ciekawi, otwarci, pozytywnie nastawieni do ludzi na krańcu świata i – co istotne – swoje vlogi tworzą bardzo kreatywnie. Oglądałam niektóre relacje obcokrajowców spędzających kilka dni w Polsce i są to często dość statyczne i monotonne nagrania, choć w znakomitej większości bardzo entuzjastyczne. Mało jest tam jednak oryginalności – to nie są podróżnicy szukający wiedzy o Polsce pod powierzchnią i unikający sztampy. Tak więc, przeciętny Amerykanin dowie się o warszawskiej Starówce, pierogach i Chopinie – choć być może to też jest swego rodzaju polski sukces. 🙂

Liczę się z tym, że teraz ktoś może mi zarzucić brak obiektywizmu lub niesprawiedliwość w wydawaniu osądów, ale to, co ostatnio odkryłam u polskich pasjonatów wycieczek, opisujących rzeczywistość innych części świata za pomocą telefonu lub małej kamery na statywie, przeszło moje wyobrażenia na temat tego, jaki rodzaj relacji z podróży jest bliski Polakom. My po prostu chłoniemy jak gąbka inności!

https://www.youtube.com/channel/UCNu7GSRF7Y10OIWHQHpAx1g/about

Wenezuela i Caracas przedstawione na kanale Bez Planu

 

Zacznijmy delikatnie, od kanału o nazwie „Bez Planu”. Jego twórcą jest Bartek, choć w informacyjnym opisie pojawiają się również imiona Uli i Tomka. Pierwszy z wymienionych Autorów wraz z koleżanką Ulą przemierzyli kilka krajów Azji Południowo-Wschodniej, relacjonując swoją podróż na motorze, podczas której zatrzymywali się w różnych miejscowościach, szukali kawy oraz czegoś do jedzenia. Brzmi pozornie banalnie, ale faktem jest, że oboje przejechali na wynajmowanych motorach Filipiny, Laos, Kambodżę oraz Tajlandię. W każdym filmie od bohaterów bije optymizm i nienasycona chęć poznawania Azji i to nawet pomimo faktu, że prawie nikt z „lokalsów” nie mówi po angielsku. Laos czy Kambodża są bardzo biednymi krajami, ale w filmach Bartka sprawiają wrażenie niesamowicie ciekawych i – co ważne – nadal nie zainfekowanych przez masową turystykę. Atutem kanału jest bardzo dobry montaż i dodana miejscami muzyka, co sprawia, że ogląda się go po prostu z przyjemnością.

Jakiś czas później Bartek pojechał do Wenezueli, gdzie postanowił zasmakować całkiem innego życia. Azja jest dość bezpieczna, natomiast to, co obecnie ma miejsce na północy Ameryki Południowej, może mrozić krew w żyłach. Przy doprowadzonej do ruiny Wenezueli Kolumbia (w moim odczuciu) nawet z historią karteli narkotykowych i partyzantki FARC porywającej cudzoziemców jawi się jako całkiem miły kraj. W samym Caracas codzienna drobna przestępczość zniechęca przeciętnego cudzoziemca do wyściubienia nosa zza drzwi hotelowych, a galopująca hiperinflacja czyni życie nieznośnym i zmusza do emigracji. Tam naprawdę, jak mawiał klasyk, nie ma niczego. A mimo to… cóż, to właśnie Bartek z zafascynowaniem porusza się po centrum Caracas z kamerą jak gdyby nigdy nic, jeździ na przedmieścia przypominające brazylijskie fawele i spędza czas poznając kraj. Za kolejny atut kanału należy uznać bardzo dobrą i wciągającą narrację, co powoduje, że jako widzowie „żyjemy” Wenezuelą (pewnie bardziej niż sam Bartek). „Bez Planu” ogląda się po prostu przyjemnie.

Laos oczami Bartka i Uli z kanału Bez Planu.

 

Od kilku miesięcy istnieje też polskojęzyczny kanał Pozdro z KRLD” Emila Truszkowskiego, który na stałe mieszka niedaleko Tokio ze swoją japońską żoną, Aiko. Emil jest chyba nieco zwariowany, gdyż regularnie jeździ do Korei Północnej. Wielu ludziom wystarczyła w życiu jedna wyprawa do kraju realnego komunizmu, ale nie Emilowi. I tutaj pojawia się pewna „cienkość”. Z jednej strony, wrzucone filmy są bez wątpienia nietuzinkowe, absolutnie odmienne od standardowych przygnębiających filmów o Korei (obozy pracy, głód, skrajna bieda poza Pjongjangiem itd.) W Autorze widać szczerą pasję i niesłychanie pozytywny stosunek do mieszkańców tego kraju. Zresztą, Emil sam przyznaje, że interesuje się prywatnie i zawodowo kulturami Dalekiego Wschodu i płynnie zna chiński, japoński oraz nieźle koreański. Fiu, fiu.

Z pewną nawet dziecinnością pomysłodawca tego kanału relacjonuje, jak smakuje hamburger w Korei albo jak wygląda publiczny basen („i nie mówcie mi, że nie ma tu ludzi” aka „i nie mówcie mi, że wasza matka siedzi z tyłu”). Przy tym trzeba też dodać „szczytność” celu Emila, czyli zbiórkę pieniędzy na „mąkę do wypieku chleba” (sic!) dla głodujących dzieci w Korei Północnej, co ma być argumentem przeciwko zarzutom o szpiegostwo na rzecz Kima… I tu pojawia się druga strona medalu – nawet jeżeli Truszkowski deklaruje, że nie interesuje się polityką i nie propaguje komunizmu, to nie da się oddzielić jego radosnych testów północnokoreańskich chrupek od skrajnego okrucieństwa totalitarnego reżimu, w którym za oglądanie przemyconego zachodniego filmu można trafić do obozu pracy i umrzeć z wycieńczenia i chorób. Emil jest bezkrytyczny i zdaje się udawać, że to, co mu pokazuje reżim wcale nie jest sterowane i odpowiednio przygotowane, że to nadal jest „OK”.

Jaką przepisową fryzurę wybrać w KRLD?

 

Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że „Pozdro z KRLD” jest czymś nowatorskim i w wielu punktach bardzo ciekawym. Momentami ma się jakieś nieodparte wrażenie, że „Umiłowanych Przywódca” ma łeb nie od parady i postawił na sprawny PR, otwierając się w pewien sposób na świat zewnętrzny…

Jednak za absolutnie najlepszy i najbardziej oryginalny uważam kanał Michała Patera „Autostopem na koniec świata” i jest to mój numer 1 jeżeli chodzi o vlogi podróżnicze. Autor, zaopatrzony w równowartość 60 dolarów, karimatę, śpiwór, jedną konserwę, zapas szarego mydła i zestaw pięciu szczoteczek do zębów wyruszył z Wrocławia na Kamczatkę. Jego idea była prosta – wszędzie poruszać się stopem, napotkanym Rosjanom, Ukraińcom i Kazachom mówić, że jedzie poznać daleki wschód, bo dla Polaków jest on tajemniczy i odległy, pić dużo wódki i oczywiście dokumentować wszystko za pomocą kamery na aluminiowym statywie.

Autostopem „na krzywy ryj” według Michała Patera

 

Bez wątpienia Michał nie boi się świata, jest go ciekawy, ufny, a do tego solidnie przygotowany merytorycznie (historyk i do tego fan Wiktora Suworowa). Napotkani ludzie reagują wobec niego z sympatią i otwartością, a nawet gościnnością (niektórzy karmią go i goszczą w swoich domach). Dodać należy, że Autor kanału bardzo sprytnie podszedł do kwestii swojego image’u – kurtka parawojskowa, czapka podobnie, do tego doczepiona do ubrania tzw. lenta georgijewska (symbol zwycięstwa sowieckiego Sojuzu nad hitlerowskimi Niemcami) i już można zdobywać Rosję. Tak, tę Rosję, która morduje i eksterminuje ludzi. A jednak, zwykli ludzie są po prostu… zwykli. I Michał znakomicie to pokazuje. Za spory atut uważam też fakt, że twórca kanału samodzielnie, niejako „z ulicy” nauczył się rosyjskiego i mówi nim tak, że przeciętny Polak go zrozumie (to taki bardzo uroczy polraszjan, parafrazując określenie polinglisz).

Jak zdobyć przyjaciół w Rosji według Patera

 

Polskie vlogi o odkrywaniu innych rejonów świata to kolejny z wielu argumentów przeciwko oglądaniu regularnej telewizji. Przyszłość należy do twórców treści internetowych i to, że niektóre stacje kopiują te pomysły wcale nie gwarantuje im sukcesu. Współczesny człowiek coraz częściej ma dość serwowanej papki – sam dobiera treści i wiadomości – pod warunkiem, że są one generowane swobodnie i naturalnie. I takie są właśnie polskie vlogi, kipiące wprost kreatywnością.

 

Anna Stępniak

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *